29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
styczeń luty marzec
kwiecień maj czerwiec
lipiec sierpień
wrzesień [październik]
listopad grudzień
Odbieranie przez pończoszkę, czyli (po)wolne psucie prawa
Wpis z dnia: 2008-07-07, z godziny: 00:01
Prawo autorskie powstało, o czym dziś zapomina się albo nie chce się pamiętać, w czasach gdy technologia pozwoliła kopiować słowo drukowane bez specjalnego problemu. Mark Twain, jeden z pierwszych autorów, którzy walczyli z kradzieżą własności intelektualnej, tak naprawdę walczył z dzikimi wydawcami. Proceder był prosty: gdy w czasopiśmie lub w druku ukazywała się kolejna książka Twaina, to nieuczciwy wydawca z małej miejscowości po prostu robił jest skład od nowa, czasami kopiował ilustracje i całość zaczynał lokalnie sprzedawać jako oryginalne wydanie. Brak komunikacji powodował, że w ten sposób można było sprzedać całkiem sporo pirackich egzemplarzy, nie płacąc autorowi ani grosza tantiem.

Podobna sytuacja była z muzyką - nawet gdy pojawiły się pierwsze patefony, to nuty dalej były głównym kanałem jej rozpowszechniania. Skopiowanie nut oraz słów piosenki nie było trudne. Udowadnianie, że za sprzedawany utwór zapłacono tantiemy nie wchodziło w rachubę. Płyt nikt nie kopiował, bo było to technologicznie zbyt trudne. Podobnie było z filmami - tylko bardzo bogate osoby stać było na posiadanie własnej kopii ulubionego filmu. Cała misterna struktura ochrony praw autorskich sprowadzała się do zabraniania kopiowania druku. Nikomu do głowy oczywiście nie przychodził tzw. użytek własny, choć papierowy zapis piosenki można było powielić w warunkach domowych. Ale z książką już nie dało się. Technologia cyfrowa wszystko zmieniła, szczególnie w zapisie cyfrowym dźwięku oraz obrazu. Nagle każdy dziś może nie tylko zrobić kopię idealną: za pomocą internetu może ją powielić na cały świat. Tylko prawo nie nadążyło.

Kiedy czytam stwierdzenie J. Lipszyca, że "System praw autorskich nie jest systemem własności, ale systemem monopolu autorskiego, odbierającym prawo do tego, co się nabyło", to zaczynam myśleć, że znamy chyba inne prawo. Chciałbym mianowicie wiedzieć, co takiego i komu odbiera obecnie używane prawo autorskie? Nikt nigdy nikomu nie obiecywał, że nabywca płyt z muzyką lub filmem będzie mógł robić ich kopie i rozdawać je na lewo i prawo. O jakim monopolu tu mowa??? Gdy jakiś autor nie chce zastrzegać swoich utworów, to nie ma żadnego powodu, aby po prostu nie oznaczał ich znakiem copyright. Jeśli zaś jedynym motorem jego działania jest pusta próżność, to nic nie przeszkadza publikowaniu z zastrzeżeniem, że kopia musi zawierać wpis autorski. Cała dyskusja o legalności tzw. wolnej kultury jest jakimś kompletnym pomyleniem pojęć. Nie wiem, dlaczego środowiska prawne w ogóle zajmują się tym tematem. Prawdziwy problem wcale nie dotyczy garstki próżnych autorów, tylko olbrzymich rzesz tych, którzy przez internet pozbawiani są dochodów. To im każdego dnia zabiera się miliony, uniemożliwiając prawo do obrony, bo działa przecież "osobisty użytek", czyli prawo zepsute zapisem o możliwości legalnego kopiowania tego, co już jest w internecie. Przy czym nikt nie pyta, jak zastrzeżone utwory tam się znalazły. Dlaczego wszystko zrzuca się na nieuczciwych pośredników-wydawcow? Umowy z nimi autorzy podpisali sami, dobrowolnie. Tymczasem instytucje, powołane do ochrony obowiązującego prawa, rozszerzają interpretację owego nieszczęsnego "użytku osobistego", bo tak im wygodniej. Ilu złodziei utworów zapłaciło w Polsce kary za swój proceder? Ilu "wolnych autorów" ucierpiało z powodu ograniczania praw do publikacji, bo musieli zapłacić podatek od nośników? A ilu autorów nie dostało należnych im tantiem?!

Papier jest cierpliwy, internet tym bardziej. Tylko jakoś nowa, wolna kultura 2.0 wcale nie chce rozpowszechniać się. Może jednak ludzie lubią tworzyć z niskiej i upodlającej chęci zysku?
Komentarze:
Redakcja Computerworld nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
JarekIP: 193.93.94.7309-07-2008, 16:57
@Gość
No bez przesady, nie wszyscy. Dziś są inne czasy, poza tym ma się dużo większy wybór (przynajmniej jeśli chodzi o oprogramowanie).

GośćIP: 131.111.36.24209-07-2008, 16:16
Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że teraz też wszyscy grzeszą...

Kuba TatarkiewiczIP: 66.74.197.5908-07-2008, 23:49
Zachowując wszelkie proporcje, to mam taki sam problem jak Lech Wałęsa: owszem, grzeszyłem ćwierć wieku temu, ale w zupełnie innych warunkach ekonomicznych i prawnych. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że wtedy wszyscy grzeszyli. Ja akurat wyjątkowo mało, co rzeczowo uzasadniłem swego czasu na łamach CW:

http://www.computerworld.pl/artykuly/54911/Przypadkowy.posiadacz.html

http://www.computerworld.pl/artykuly/55490/Trzecie.wyjscie.html

Od 1990 roku jestem czysty, czym zapewne nie mogą pochwalić się moi adwersarze. Tak jak i nie da się powiedzieć tego o braciach Kaczyńskich...

JarekIP: 193.93.94.7308-07-2008, 23:34
Trochę żartem
Panie Kubo jak by tak się cofnąć do roku coś w okolicach 1986-88 i do miesięcznika "Komputer" to autor jakby ten sam, ale hmm zacieranie nr seryjnego programu to chyba nie jest legalne hmm ;)

arzIP: 148.81.55.12908-07-2008, 13:28
ostatnio widziałem tabelkę z opłatami ZAISu. Aż mnie powaliło, nie dość że płaci się za licencje na odtwarzanie publiczne to jeszcze tym z ZAIKSu dole trzeba odpalić.

dominikIP: 80.244.134.18908-07-2008, 01:44
I dlaczego policja za moje pieniądze ściga "piratów" (dzieci, studentów), zamiast łapać morderców, gwałcicieli? Dlaczego organizacjie zbiorowego zarządzania, wytwórnie traktują Policję jak swoje wojsko najemne? Dlaczego ZAIKS i itp organizacje, zabiera nasze pieniądze w podatkach od nośników? Dlaczego nie wiadomo w jaki sposób OZZ rozdzielają pieniądze z wpływów?
Liczba zatwierdzonych komentarzy: 15      dodaj swój komentarz      więcej >>  

Korzystanie z serwisu Bywalec Computerworld jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na następujące warunki obsługi. Regulamin korzystania z serwisu. Serwis realizuje wytyczne ASME oraz uzupełnienia IDG dotyczące zasad publikacji w mediach elektronicznych.
© copyright 2008 IDG Poland SA
04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12
tel. (+48 22) 321 78 00  fax (+48 22) 321 78 88