 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| 28 |
29 |
30 |
1 |
2 |
3 |
4 |
| 5 |
6 |
7 |
8 |
9 |
10 |
11 |
| 12 |
13 |
14 |
15 |
16 |
17 |
18 |
| 19 |
20 |
21 |
22 |
23 |
24 |
25 |
| 26 |
27 |
28 |
29 |
30 |
31 |
1 |
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień
|
$9.250 za jeden utwór?
Wpis z dnia: 2007-10-09, z godziny: 00:01
Pani Jammie Thomas z Brainerd w stanie Minnesota przegrała w zeszłym tygodniu sprawę z RIAA. No cóż, jak mawiają przestępcy, kto nie ryzykuje, ten nie siedzi. W tym przypadku skazana zapewne ogłosi bankructwo, bo za długi w USA nie wsadzają - przypomina się pan Pickwick i jego pobyt w więzieniu (za co i komu nie chciał zapłacić?!). Pani Thomas zaryzykowała, bo nie chciała, jak ponad 3000 innych paserów, zgodzić się zapłacić $4.000 od ręki, tylko poszła po sprawiedliwość do sądu. Niestety, w sądzie mętnie tłumaczyła się, że nie miała konta na Kazaa oraz z faktu, że nagle musiała wymienić dysk w swoim komputerze. Akurat wtedy, gdy jego przeszukanie ujawniłoby, ile oraz jakich utworów miała na nim nielegalnie.
Wszyscy wiemy, że jedynym celem działania sieci P2P z muzyką jest jej kradzież, gdyż muzyka darmowa może być ściągana legalnie ze stron artystów, którzy decydują się rozdawać swoje utwory. Tak więc posługiwanie się argumentami niewiedzy w przypadku zapisywania się do takich sieci jest śmieszne. Także zaprzeczanie posiadania konta na P2P jest żałosne, skoro dostawca internetu monitoruje oraz zapisuje ruch na sieci. Można natomiast dyskutować, czy kwota odszkodowania, wynosząca w przypadku pani Thomas $9.250 za utwór, jest właściwa. Myślę, że należałoby ustalić widełki grzywien za nielegalne udostępnianie utworów, bez przeliczania na sztuki. Coś jak za paserstwo, bo tym właśnie jest zapisywanie się do sieci P2P. Złodziejami można zająć się w następnej kolejności.
Informacja o wyroku okazała się na tyle ważna, że w ostatni piątek podał ją nawet Teleexpress - być może informowało także główne wydanie Dziennika TVP, ale go nie oglądam. Jako nadawany już w nocy, wg mnie powinien nazywać się "Nocnik", a nie Dziennik.
Komentarze:
Redakcja Computerworld nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
|
Kuba Tatarkiewicz | | IP: 83.31.204.113 | 16-10-2007, 19:15 | To jest klasyczny Catch-22: skoro w Polsce złodziejstwo kwitnie, no to nikt nie chce tu robić interesów i dlatego iTunes oznajmia, że jeszcze nie można u nich kupić utworów. Polecam wpis z wtorku następnego tygodnia:
http://bloq.computerworld.pl/news/127146.html
gdzie przypominam, kto, kiedy i jak zaczął w Polsce psuć prawo autorskie dotyczące oprogramowania oraz całej sfery twórczości cyfrowej. Warto to wiedzieć nim się zagłosuje w niedzielę! |
|
|
D. | | IP: 217.74.68.2 | 16-10-2007, 12:00 | Mówią, że aby blog był popularny, warto wprowadzać do niego kontrowersyjne wypowiedzi i atakować czytelników. I tym razem, Panie Kubo, się udało. I choć konkluzją artykułu była cena jednego utworu dla Pani Thomas, to dopuścił się Pan co najmniej dwóch ataków - że jedynym celem działania sieci P2P z muzyką jest jej kradzież oraz paserstwo, bo tym właśnie według Pana jest zapisywanie się do sieci P2P.
Czy Pana argument, że muzyka darmowa może być ściągana legalnie ze stron artystów naprawdę przekonuje Pana? Mnie nie. Nawet jeżeli usunąć wszystkie nielegalne utwory, dalej pozostanie dla mnie lepszym rozwiązaniem sieć P2P, niż serwer artystów.
I jeszcze jedno. Chcę kupić interesujący mnie utwór i nie narazić się na transakcje wiązaną, kupując niepotrzebny kawałek papieru, plastiku i listę mniej chcianych piosenek. iTunes oznajmia, że usługa "jeszcze" nie jest dostępna. Jakieś inne opcję?
Dopóki nie będą dostępne, walka z wiatrakami czeka polskich wykonawców. |
|
|
Kuba Tatarkiewicz | | IP: 83.31.178.147 | 14-10-2007, 08:57 | Panie Mateuszu,
Po co tyle słów, kiedy wystarczy zacytować ustawę, która niestety (nie)jasno określa ograniczenie tzw. użytku osobistego do "osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego", por. komentarz prawniczy http://www.prawnik.net.pl/pwi/faq2.htm - szczególnie akapit o "znajomości" przez internet.
To, że w sieciach P2P jest mnóstwo legalnych plików nie oznacza, że większość nie jest kradziona. Także programów.
Rozumowanie o braku straty jest mantrą wszystkich cyfrowych złodziei od ca 20 lat. Wyjątkowo niemoralną.
Skuteczne ukrywanie łupu NIE zmienia oceny moralnej przestępstwa.
Mam nadzieję, że gdy stworzy Pan coś nadającego do sprzedaży (program, piosenkę, książkę), na czym oprze Pan swoją egzystencję, to nie będzie musiał Pan bezsilnie patrzeć jak ludzie to kopiują, śmiejąc się Panu w nos i powołując na "użytek osobisty". |
|
|
Mateusz A | | IP: 212.76.54.123 | 12-10-2007, 21:44 | Panie Kubo,
Po pierwsze: nie boję się żadnej kontroli, bo mam tylko legalne oprogramowanie.
Miałem zajęcia z doktorem prawa, specjalizującym się w prawie autorskim i wyraźnie powiedział mi: opublikowany utwór, który nie jest programem, można posiadać na swoim komputerze i używać go nieodpłatnie na własny użytek. Takie jest w Polsce prawo. Nie tyczy się to programów (które są wyłączone z dozwolonego użytku), ale muzyki, filmów - owszem. Nie ma znaczenia pochodzenie pliku, nie ma znaczenie, czy przegrałem go z płyty, nagrałem z radia lub telewizji czy ściągnąłem z internetu. Nie ma znaczenia, czy słucham go na walkmanie, sam śpiewam, gram na pianinie, czy nucę. Mam, to mam. Legalnie. Na tym polega dozwolony użytek. Jeśli ma Pan wątpliwości - z chęcią Pana skontaktuję z wspomnianym prawnikiem, celem konsultacji.
Po drugie: pozostaję przy swoim - w sieciach P2P jest mnóstwo legalnego softu i muzyki. Przykład?
Proszę wejść na:
- www.openoffice.org
- releases.ubuntu.com
- www.jamendo.com
Są tam do pobrania odpowiednio pakiet OpenOffice.org, system Ubuntu i gigabajty bajty darmowej muzyki. Twórcy stron rekomendują (lub umożliwiają) jednak pobieranie tych materiałów za pomocą sieci p2p: BitTorrenta lub eMula, właśnie po to, aby odciążyć swoje serwery i sieci.
Po trzecie:
Przykaznie NIE KRADNIJ... Hmmm... Wchodzi Pan na cienki lód. Za chwilę pewnie powie mi Pan, że z przykazania "nie zabijaj" wynika sprzeciw dla kary śmierci, na co odpowiem głośnym śmiechem i uargumentuję odpowiednimi wersetami Pisma Świętego.
Bardzo trudno jest zdefiniować kradzież w odniesieniu do rzeczy niematerialnej, jaką jest tzw. "własność intelektualna". Jeśli chodzi o moje poczucie moralności to jest ono trochę inne niż obowiązujące prawo (nie oznacza to jednak, że zamierzam łamać prawo - ale działać na rzecz zmiany prawa - owszem)
Mój tok rozumowania jest taki: jeśli zabiorę Panu coś materialnego np. samochód, komputer, portfel, długopis to jedynym powodem do nazwania tej czynności kradzieżą jest fakt pozbawienia Pana tej rzeczy. Natomiast jeśli kopiuję plik to cały czas go Pan posiada. Samo niezasłużone wzbogacenie się nie jest wg mnie kradzieżą, dopóki nie udowodni się, że jest ono związane z czyjąś stratą. W moim przekonaniu brak zysku nie może być traktowany jako strata. Z prostego powodu - to by oznaczało, że konkurencja jest nielegalna. Bo skoro ktoś postawi koło mojego sklepu sklep konkurencyjny, to moje zyski spadną o połowę. Czy jest to strata? Może potencjalna, może urojona, ale nie rzeczywista!
Zapytajmy się: co za różnica, dla takiego np. Microsoftu, czy ktoś nie będzie używał licencjonowanego MS Office, bo używa nielicencjonowanego MS Office, czy dlatego, że używa np. OpenOffice''a? Zgodnie z Pana rozumowaniem, MS powinien tutaj woleć, żeby tylko posiadacz licencji korzystał z ich produktu, a inni nie... A tu ZONK!
Otóż Microsoft orzekł jakieś pół roku temu oficjalnie, że woli, gdy ludzie korzystają z nielicencjonowanego softu MS niż z alternatyw! Intuicyjnie czują, że nic nie tracą, gdy ktoś korzysta z "pirata". Tracą, gdy ktoś przerzuci się na co innego!
www.pcworld.pl/news/107783.html
Microsoft, chociaż się do tego nie przyzna, bo zarabia na sprzedaży "własności intelektualnej"; rozumie jakim jest ona absurdem. (Jednak już widać, że zaczynają przerzucać się na produkcję klawiatur i myszek, bo nie widzą przyszłości w produkowaniu Windows, szczególnie po tym co zaprezentowali w Viście, chyba się Pan zgodzi...)
Kiedyś IBM wszedł w konflikt z MS, twierdząc - o ile dobrze pamiętam - że nie da się zarabiać na sprzedaży oprogramowania. Ostatnie kilkanaście lat pokazało, że niby nie mieli racji, ale mam nadzieję, że w ciągu najbliższych lat sytuacja się drastycznie odwróci. A mam przesłanki do takiego twierdzenia - o tym kawałek dalej.
Jeśli natomiast chodzi o "własność intelektualną", to to pojęcie brzmi trochę jak "demokracja ludowa", "sprawiedliwość społeczna", "Microsoft Works", "spłaszczone koło" albo "sucha woda". Jest samo w sobie sprzeczne. Ale to tylko moja ocena...
I po czwarte: ostatnio bardzo szybko rozwijają się technologie kryptograficzne. Jako użytkownik MacOSX zapewne potrafi Pan założyć sobie na dysku plik z szyfrowaną partycją DMG, do której dostęp będzie tylko na hasło. Analogiczne rozwiązanie dla Windows i Linuksa to np. darmowy TrueCrypt. Tak zaszyfrowanych danych zwyczjanie NIE DA się złamać w sensownym czasie na żadnym istniejącym komputerze. (nie dlatego, że program to ogranicza - ograniczają to prawa matematyki, informatyki, kryptografii)
Podobnie jest z danymi przesyłanymi przez sieć za pomocą np. SSL. (np. po HTTPS, SFTP, SCP, SSH, VPN, IMAPS, etc) Niedługo operatorzy nie będą kompletnie nic widzieć w transferowanych przez ich klientów danych, a policja ani żaden inny organ kontroli nie będzie miał żadnego wglądu w dane na dyskach twardych...
Ale to taka dygresja, pokazująca tryumf wolności nad zniewoleniem...
|
|
|
Kuba Tatarkiewicz | | IP: 83.3.2.202 | 11-10-2007, 17:08 | Panie Mateuszu,
Toż to stawianie sprawy na głowie: sieci P2P zostały stworzone WYŁĄCZNIE do przesyłania dużych pików, oczywiście kradzionych, bo inne siedzą sobie spokojnie na komercyjnych serwerach. Nawet zagorzali zwolennicy P2P nie negują tego faktu. Darmowe serwery o pojemności wystarczającej dla każdego artysty są dostępne wszędzie. Np. znajoma mi grupa Polski Fiat (proszę jej sobie poszukać przez Google, warto) ma taką stronę i do głowy by im nie przyszło korzystać z cudzych komputerów dla udostępniania swoich utworów.
Po drugie, radzę poczytać sobie polskie prawo autorskie: tzw. użytek własny nie polega na nieodpłatnym kopiowaniu utworów objętych copyright, nawet jeśli ktoś inny już je ukradł i umieścił na sieci. Gdy CBŚ zajmie Panu dysk i znajdzie na nim utwory lub programy, do których nie ma Pan prawa, to będzie Pan miał ładny, bo krótki proces. A właśnie zostawił Pan numer IP swego komputera na forum, czyli postąpił Pan równie lekkomyślnie jak pani Thomas...
A na serio: fakt, że komputery oraz internet pozwalają łatwo kopiować cudzą własność NIE oznacza przyzwolenia na kradzież! Bardzo dobrze się stało, że pani Thomas nie ugadała się z RIAA, bo wreszcie okazało się, na ile niezawisły sąd wycenia bezprawne rozpowszechnianie cudzych utworów. Teraz następni złodzieje (namierzono już ponad 3 tysiące) będą bardziej skłonni do kompromisów. Mam nadzieję, że nie zapisał się Pan do sieci P2P - Pański dostawca internetu z pewnością notuje jakiego typu dane są wysyłane do oraz z Pańskiego adresu.
Pozdrawiam, mając nadzieję, że kiedyś zrozumie Pan, dlaczego 7 przykazanie brzmi: "Nie kradnij"! |
|
|
Mateusz A. | | IP: 212.76.54.123 | 11-10-2007, 00:00 | Zawsze lubiłem czytać Pana artykuły, ale teraz zupełnie nie ma Pan racji...
Po pierwsze: "Wszyscy wiemy, że jedynym celem działania sieci P2P z muzyką jest jej kradzież, gdyż muzyka darmowa może być ściągana legalnie ze stron artystów, którzy decydują się rozdawać swoje utwory."
Nie prawda. Muzycy, którzy udostępniają swoje utwory za darmo, robią to najchętniej właśnie za pośrednictwem P2P, dzięki czemu odciążają swoje łącza...
Po drugie:
Pobieranie muzyki z sieci nie jest kradzieżą, przynajmniej w polskim prawie. Istnieje coś takiego jak dozwolony użytek osobisty (art. 23 odpowiedniej ustawy), który jasno mówi, że wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu, w zakresie dozwolonego użytku osobistego. A więc udostępnianie owszem, ale nie pobieranie.
"Fair use" istnieje też w prawie amerykańskim, ale na ten temat się nie wypowiadam.
|
|